
Ostatnie dni wakacji spędziłem na zgrupowaniu w Zieleńcu. O zaletach przebywania w tej miejscowości można pisać bez końca. Większość sportowców wie, że to wyśmienite miejsce do przygotowań. Pozytywny wpływ na formę czuć było jak na dłoni, z dnia na dzień czułem się coraz lepiej, nawet mimo ciężkich treningów jakie sobie zafundowałem. Dla większości zawodników z WKK to zgrupowanie miało być przygotowaniem do Górskich Mistrzostw Polski, dlatego ostatni tydzień przed startem prawie nie trenowali tylko spokojnie jeździli. Ja jednak uznałem, że skoro już jestem w górach to solidnie potrenuję, bo w mojej kategorii na szosie i tak nic nie wywalczę na GMP. Tak więc w ostatnim tygodniu przed startem gdzie powinienem zrobić maksymalnie jeden mocny trening zrobiłem je aż 3 i to dzień po dniu.
Przed Górskimi Mistrzostwami Polski nikt nie liczył na dobry wynik żadnego orlika od nas. Szczególnie kiedy zobaczyliśmy listę startową na której było 79 zgłoszonych zawodników, jeden mocniejszy od drugiego. Osobiście do startu podszedłem bardzo spokojnie, trasę dobrze znam i mam z nią związane dobre wspomnienia (14 msc. na GMP w 2006).
Pierwsze rundy jechało mi się świetnie, czułem się mocny. Przesuwałem się do przodu cały czas aż trafiłem do grupki z m.in. Radoszem, Halejakiem, Podlaskim. Nie szarżowałem jednak bo wiedziałem, że wyścig jest długi, za długi jak dla zawodnika który ściga się w xc i bomba prędzej czy później musi nadejść. I niestety przyszła na drugą połowę wyścigu. Mimo to dałem radę utrzymać w miarę równe mocne tempo i dojechać do mety. Dojechałem na 17 miejscu w kat. orlik co jest miłym zaskoczeniem.